• Świat
  • Kraj
    • Ludzie
      • Codzienność

        wtorek, 13 grudnia 2016

        Szczęściara

        Czy myślicie, że szczęście jest możliwe, gdy w dzieciństwie na oczach Twoich zabijają matkę, a Ciebie biorą w niewolę, biją, gwałcą, sprzedają ...? Czy śmiałby ktoś powiedzieć "Szczęściara?" Mogłaby to być historia filmu. I jest film. A jednak historia zdarzyła się naprawdę. Tak jak wiele innych historii, jak Frankla, którego doświadczenia w obozie koncentracyjnym popchnęły do napisania książki "W poszukiwaniu sensu",który stał się twórcą terapii przez sens. Tak jak wielu znanych i mniej znanych, bądź tylko bliskich Wam dziadków, babć, przyjaciół, bądź całkiem zapomnianych. Warto poznawać tych, którzy odkrywają sens, życiodajność i miłość. Bo jak uwierzyć, że Bakhita, od której zaczęłam ten post taką była? Czy to możliwe i bez cienia patosu? A jednak jej imię było Szczęściara i ona dotarła do Jego źródła. 

        Bakhita - dziecko szczęścia część 1
        Bakhita - dziecko szczęścia część 2

        środa, 7 grudnia 2016

        Tam, gdzie szczęście jest imieniem

            Z antropologii z wykładów pamiętałam, że w Afryce rzeczy dzieją się, gdy "czas dojrzeje" :) niekoniecznie z zegarkiem w ręku. Jak ma się stać, to się stanie w dogodnej porze. Wymarzona pora przyszła dla mnie, planowałam ją po europejsku, a jednak przyszła po swojemu. Dostałam zaproszenie od przyjaciela - misjonarza - do Tanzanii. 

             Pamiętam dwa sprzeczne obrazy - lecz kogo dziwią sprzeczności, gdy siebie samego raz widzi się pełnym czułości, a raz pełnego nienawiści? Kraj grozy i szczęścia. Bałam się - owszem, nawet bardzo, że jak będziemy mieć wypadek, to karetka nie przyjedzie, bo jej tam nie ma. Komarów z malarią też. Węża, który w zasłyszanych opowieściach mógł się zwinąć w rogu kąta też. Chciano mnie kupić za żonę za trzy krowy. W szpitalu nie używano rękawiczek i środka dezynfekcyjnego. Ludzie z wioski nie mają dowodów osobistych - gdy giną, nikt ich nie szuka. Ojcowie gwałcą swe córki. W plemiennych zwyczajach oko za oko. Drugi obraz to "huimba na kuczeza" (śpiewaj i tańcz w języku suahili, które przełamywało wszelkie pierwsze lody). Oprócz kraju grozy, to kraj szczęścia. Tańczyłam po mszy na piachu w niedokończonym budynku zdrowotnym, tańczyłam z dziećmi bez żadnych konwenansów i tańczyłam w domu, gdy mała Eva śpiewała mi na powitanie (brak tańca, gdy gość przybywa to niemalże obraza). Hojność rozdawano. Przy lepiance, gdzie babcia z dziadziem obierali kukurydzę, goniliśmy kurę, myśląc, że łapiemy ją dla nich, lecz ta chciała podarować ją nam - mnie i misjonarzowi w podzięce za wizytę - odmówiliśmy twierdząc, że boję się trzymać kurę, bo jestem z miasta :) Po wspomnianej mszy dano mi talerz ryżu z fasolą i bawarkę. To szczęście nie było udawane. Ono smakowało. Może ilość goryczy wyostrza zmysły na słodycz. Nauczyłam się, że śmierć jest tam czymś naturalnym - po prostu. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Lecz przez to, że byłam świadoma tylu zagrożeń to paradoksalnie bardziej czułam, że każdy dzień i chwila jest darem i nie jest to pustosłowie. Bezcenne. Tutaj czuje się zwodniczo bezpiecznie.

             Co zapamiętałam? Wolność dzikiej przyrody nie skrępowanej siatką jak w zoo - słonia opierającego trąbę o samochód i me myśli pełne strachu, że jeden głupi ruch i po nas - wolność i piękno żyrafy biegnącej przez sawannę i śpiącego geparda na drzewie ... Dźwięk brzęczących kapsli zawiniętych na drucik grających w rytm tańca, śpiew i śmiech, strach i grozę, biedę i nędzę. I imię, którego się nie zapomina - Furaha - co znaczy szczęście - bo właśnie tam w kraju grozy, tudzież biedy - właśnie tam wiedzą, co to szczęście - radość z tego, co jest, bo dziś jest, a jutro nie ma. Natura uczy pokory i szacunku.

           Odnalazłam swoją Afrykę - w mojej przestrzeni, moim sercu - proste, zwyczajne szczęście z kilku chwil, by nie przytłoczył ich cień mojej osobistej grozy.

           A bardziej wnikliwych zapraszam do poznania Bakhity - co również znaczy szczęście - film - prawdziwa historia świętej niewolnicy... Na dobry początek dla ucha Tabasamu (co znaczy uśmiech:)  Tabasamu - uśmiech...

             Zaczęło się dawno – jak u wielu się zaczyna – od wędrówek do okolicznych lasów. Zapach, cisza, tajemnica. Potem dalej już rowerem przez wsie ku szerokim przestrzeniom. Miasteczko nudziło nieciekawością. Aż spotkałam kogoś, kto wytłumaczył mi drugie dno nudnych ulic i szarych budynków, gdzie w zakamarkach tablic i zniczy tliło się wspomnienie ginących za wolność – niemożliwe, żeby wojna ominęła miasteczka. Potem były samotne wędrówki z akademika znów do lasu. Rok później przygoda pożegnania z pracą, by wyruszyć na długi, górski szlak. Nie udało się z prozaicznie śmiesznego powodu nienaturalnie napuchniętej nogi  po ukąszeniu owada. Kilka lat później   znalazłam się w Tajlandii na misji, a rok później w Afryce. I głodu nie da się ugasić. Bo życie jest drogą, podróż jest życiem. Nieustannie, ku czemuś. Wzdłuż, wszerz, w głąb. Góry, doliny, jaskinie, wybrzeża i przepaście, blokady strachu, złości, uprzedzeń, przystanie spokoju, przyjaźni … Już nie gasi pragnienia tylko zwiedzanie zabytków, już nie syci poznawanie kultury przez obserwowanie jej z boku, jak przez szybę. Chce być całą sobą. Wszędzie. To jak układanie puzzli, które kiedyś mnie denerwowało. Poznawanie „innych” to zarazem odkrywanie nieprzetartych szlaków własnej duszy. Nie każdy puzzel pasuje do każdego, a jednak razem tworzymy obraz. Syci mnie spotkanie, doświadczanie, przeżywanie, współodczuwanie. Może być w Polsce, może być daleko, w sobie i w innych, w miejscu, gdzie wszystko się przenika… Zapraszam do podróży ….