Zaczęło się dawno – jak u wielu się zaczyna – od wędrówek do okolicznych
lasów. Zapach, cisza, tajemnica. Potem dalej już rowerem przez wsie ku
szerokim przestrzeniom. Miasteczko nudziło nieciekawością. Aż spotkałam
kogoś, kto wytłumaczył mi drugie dno nudnych ulic i szarych budynków,
gdzie w zakamarkach tablic i zniczy tliło się wspomnienie ginących za
wolność – niemożliwe, żeby wojna ominęła miasteczka. Potem były samotne
wędrówki z akademika znów do lasu. Rok później przygoda pożegnania z
pracą, by wyruszyć na długi, górski szlak. Nie udało się z prozaicznie
śmiesznego powodu nienaturalnie napuchniętej nogi po ukąszeniu owada.
Kilka lat później znalazłam się w Tajlandii na misji, a rok później w
Afryce. I głodu nie da się ugasić. Bo życie jest drogą, podróż jest
życiem. Nieustannie, ku czemuś. Wzdłuż, wszerz, w głąb. Góry, doliny,
jaskinie, wybrzeża i przepaście, blokady strachu, złości, uprzedzeń,
przystanie spokoju, przyjaźni … Już nie gasi pragnienia tylko
zwiedzanie zabytków, już nie syci poznawanie kultury przez obserwowanie
jej z boku, jak przez szybę. Chce być całą sobą. Wszędzie. To jak
układanie puzzli, które kiedyś mnie denerwowało. Poznawanie „innych” to
zarazem odkrywanie nieprzetartych szlaków własnej duszy. Nie każdy
puzzel pasuje do każdego, a jednak razem tworzymy obraz. Syci mnie
spotkanie, doświadczanie, przeżywanie, współodczuwanie. Może być w
Polsce, może być daleko, w sobie i w innych, w miejscu, gdzie wszystko
się przenika… Zapraszam do podróży ….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz