• Świat
  • Kraj
    • Ludzie
      • Codzienność

        środa, 7 grudnia 2016

             Zaczęło się dawno – jak u wielu się zaczyna – od wędrówek do okolicznych lasów. Zapach, cisza, tajemnica. Potem dalej już rowerem przez wsie ku szerokim przestrzeniom. Miasteczko nudziło nieciekawością. Aż spotkałam kogoś, kto wytłumaczył mi drugie dno nudnych ulic i szarych budynków, gdzie w zakamarkach tablic i zniczy tliło się wspomnienie ginących za wolność – niemożliwe, żeby wojna ominęła miasteczka. Potem były samotne wędrówki z akademika znów do lasu. Rok później przygoda pożegnania z pracą, by wyruszyć na długi, górski szlak. Nie udało się z prozaicznie śmiesznego powodu nienaturalnie napuchniętej nogi  po ukąszeniu owada. Kilka lat później   znalazłam się w Tajlandii na misji, a rok później w Afryce. I głodu nie da się ugasić. Bo życie jest drogą, podróż jest życiem. Nieustannie, ku czemuś. Wzdłuż, wszerz, w głąb. Góry, doliny, jaskinie, wybrzeża i przepaście, blokady strachu, złości, uprzedzeń, przystanie spokoju, przyjaźni … Już nie gasi pragnienia tylko zwiedzanie zabytków, już nie syci poznawanie kultury przez obserwowanie jej z boku, jak przez szybę. Chce być całą sobą. Wszędzie. To jak układanie puzzli, które kiedyś mnie denerwowało. Poznawanie „innych” to zarazem odkrywanie nieprzetartych szlaków własnej duszy. Nie każdy puzzel pasuje do każdego, a jednak razem tworzymy obraz. Syci mnie spotkanie, doświadczanie, przeżywanie, współodczuwanie. Może być w Polsce, może być daleko, w sobie i w innych, w miejscu, gdzie wszystko się przenika… Zapraszam do podróży ….

        Brak komentarzy:

        Prześlij komentarz